Nasz cel ostateczny to ukształtowanie optymalnej sieci połączeń kolejowych na Zamojszczyźnie – powiedział portalowi „ekolublin.pl” Robert Marchwiany z Grupy Obrony Kolei na Roztoczu.
Robert Marchwiany: - Grupę Obrony Kolei na Roztoczu tworzą ludzie, którym po prostu zależy na odzyskaniu połączeń kolejowych dla tych ziem. Reprezentujemy bardzo różne grupy zawodowe. Są w niej więc ludzie turystyki, samorządu, mediów, a także innych zawodów. Jest to struktura nieformalna. Może do nas należeć każdy, kto ma cele podobne do naszych. Nie odżegnujemy się od współpracy z politykami, acz z zastrzeżeniem, że GOKnR nigdy nie będzie jakimkolwiek organem partyjnym. Nasz cel ostateczny to ukształtowanie optymalnej sieci połączeń kolejowych na Zamojszczyźnie. Obecnie zaś walczymy w ogóle o odzyskanie połączeń, które nie byłyby „napisane pod przyszłą likwidację”, co jest dla nas sprawą wręcz żywotną. Naszym zdaniem Roztocze bezwzględnie potrzebuje co najmniej sezonowych połączeń dalekobieżnych, które zapewnią dojazd turystom. Dla tego regionu bowiem turystyka, zwłaszcza ta mała, oparta na pojedynczych inicjatywach osób prywatnych, jest jedyną szansą na rozwój. Statystyki pokazują, że Zamojszczyzna cieszy się coraz większą popularnością, np. Zamość w 2009 roku (stan na październik) odwiedziło 360 tysięcy turystów. Jesteśmy przekonani, że brak połączeń kolejowych ujemnie wpłynie na liczbę odwiedzających Roztocze. Poza sezonem codzienne połączenia kolejowe również są nam bezwzględnie potrzebne – przynajmniej te regionalne, sensownie skomunikowane w Lublinie lub Rzeszowie z pociągami docierającymi w odległe rejony Polski. Musimy bowiem pamiętać, że kolej służyła nie tylko turystyce, ale i innym dziedzinom życia – zwłaszcza młodym ludziom, którzy wyjechali stąd na studia do znanych ośrodków akademickich. Oni muszą mieć możliwość w miarę taniego i dogodnego przyjazdu w te strony (przynajmniej na święta, ferie, wakacje i weekend). W przeciwnym razie bowiem oni tu nie będą przyjeżdżać, a jeśli nie będą przyjeżdżać, to po prostu tutaj nie wrócą i nasz region bezpowrotnie straci wówczas fachowców, którzy rozwinęliby tu inne gałęzie gospodarki.
Jeśli zaś uda się nam zrealizować obecny cel podstawowy, to chcielibyśmy się wtedy przekształcić w coś na kształt think-tanku, który działałby na rzecz rzeczywistej optymalizacji sieci kolejowych połączeń pasażerskich na Zamojszczyźnie.
- Pomimo trwających negocjacji jesienią ubiegłego roku i optymistycznych zapowiedzi w nowym rozkładzie jazdy nie przywrócono pociągów kursujących przez Zamojszczyznę. Dlaczego, Pana zdaniem, tak się stało?
- Trzeba tu rozróżnić dwie sprawy. Przede wszystkim PKP Intercity nie likwidowało połączeń na Zamojszczyźnie po to, żeby je szybko przywracać, tak więc wszelkie zapowiedzi pana rzecznika Pawła Neya lub pani „wicerzecznik” Beaty Czeremajdy traktowaliśmy i tak z ogromną rezerwą. Nie jest też tajemnicą, że po wątpliwych przynajmniej moralnie, jeśli nie prawnie, działaniach PKP IC nie ufamy tej spółce. Sama likwidacja tutejszych połączeń odbyła się z zachwianiem ogólnie przyjętych norm, co wiemy od samego wiceministra Juliusza Engelhardta. Obecne zapowiedzi możliwości otwarcia połączenia szynobusowego Zamościa z Rzeszowem w połowie bieżącego roku, choć i tak dalekiego od naszych oczekiwań, są nader mgliste i również ciężko jest nam w nie uwierzyć, zwłaszcza że od dobrych kilku tygodni nic w tej sprawie nie słychać. W obecnym zaś systemie dotacji tylko spółka PKP IC może uruchomić połączenia dalekobieżne kursujące przez nasz region. Gdyby dostęp do dotacji ministerialnych na takie pociągi miałyby Przewozy Regionalne, mielibyśmy szansę na uruchomienie pociągów InterRegio do Zamościa. Skoro jednak tego dostępu nie mają, to jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę PKP Intercity.
Druga rzecz to dotychczasowa postawa Lubelskiego Urzędu Marszałkowskiego i Lubelskiego Zakładu Przewozów Regionalnych, którą jesteśmy rozczarowani. Choć w sierpniu, przy okazji naszych happeningów, mogliśmy niejednokrotnie usłyszeć, że Zarząd Województwa Lubelskiego zrobi wszystko, by kolej na Zamojszczyźnie pozostała, to jego późniejsze działania były totalnym zaprzeczeniem tych zapowiedzi. Wiemy z całą pewnością, że już od września codziennie mogły kursować szynobusy na trasie Zamość-Lublin, a w weekendy także na odcinku Zamość-Jarosław. Wtedy tłumaczono się brakiem wystarczającej ilości pieniędzy. W tym roku jednak budżet województwa przewiduje wzrost aż o ok. 11 mln zł na dopłaty do kolejowych połączeń pasażerskich, a mimo to nie zostały uruchomione ŻADNE połączenia na Roztocze! Dopatrujemy się w tym, mówiąc delikatnie, nienajlepszej woli ze strony Zarządu Województwa. Mamy jednak nadzieję, że do decydentów w końcu dotrze, że od września dostępu do kolei nie ma prawie całe południe województwa lubelskiego (poza zachodnimi skrawkami powiatu kraśnickiego), czyli około pół miliona wyborców, których środki również składają się na tak dużą dotację.
- Jakie planują Państwo działania w najbliższej przyszłości?
- Będą to działania nomen omen dwutorowe. Przede wszystkim chcemy wykazać, że obecny system dotowania przewozów międzywojewódzkich jest zły. Daje on bowiem przewoźnikowi stanowczo zbyt dużą dowolność w kwestii utrzymywania pociągów. Mamy wątpliwości dotyczące braku systemu naliczania kosztów dla połączeń (i ich grup) pozwalających na ocenę skutków finansowych i społecznych likwidowania połączeń. Według nas taki system powinien zostać wprowadzony ustawowo i być w kompetencjach Ministerstwa Infrastruktury. Nasza zaniepokojenie budzi również zapis o dotowaniu połączeń zawarty w Ustawie o transporcie kolejowym. Na podstawie art. 40 w/w ustawy wydawane jest z budżetu państwa 240 mln zł w sposób niepodlegający jakiejkolwiek kontroli. To pozwoliło spółce PKP Intercity zlikwidować we wrześniu kilkadziesiąt połączeń kolejowych, co w przypadku Zamojszczyzny oznaczało totalne pozbawienie tego środka lokomocji. Jest to też, według nas, naruszenie art. 5, 20 i 32 Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Ponad półmilionowemu regionowi, wszak również płacącemu podatki idące na kolej, została odebrana szansa na zrównoważony w stosunku do reszty kraju rozwój. W cywilizowanym państwie jest to rzecz niedopuszczalna! O tym wszystkim powiadomiliśmy już Najwyższą Izbę Kontroli, a także Rzecznika Praw Obywatelskich. Obecnie zaś powstaje pismo do Komisji Europejskiej, w którym znajdą się informacje o naszych podejrzeniach pozyskania niedozwolonej pomocy publicznej przez spółkę PKP Intercity, przygotowywaną do wejścia na giełdę.
Druga sprawa to codzienne działania, jakie podejmujemy na gruncie rozmów z decydentami, zwłaszcza lokalnymi. Na bieżąco staramy się wykazywać argumenty przemawiające za wznowieniem połączeń kolejowych z Zamojszczyzną. Staramy się też być czymś w rodzaju głosu pasażerów, bo też i sami jesteśmy pasażerami. Znamy więc bardzo dobrze potrzeby klientów przewoźników kolejowych w naszym regionie. Realia rynku zaś są takie, że jeśli firma nie dostosowuje swojej oferty do potrzeb klientów, to popada w kłopoty, ale jeżeli spełnia oczekiwania swoich odbiorców, to zwyżkuje. Nasze postulaty są zatem w pełni zgodne z interesem przewoźników. Ciągle mamy nadzieję, że znajdzie to swoje odzwierciedlenie w ich kolejnych działaniach.
Źródło: Rafał Jasiński

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej |
Środki Przejściowe PL2005/017-488.01.01.01. Za treść zamieszczoną w publikacji odpowiada Towarzystwo dla Natury i Człowieka. Wyrażone poglądy nie odzwierciedlają oficjalnego stanowiska UE. Towarzystwo dla Natury i Człowieka 20-612 Lublin, ul. Głęboka 8a
tel/fax Przekaż 1 procent podatku: KRS 0000214186 Złóż PITa z programu PITy 2009 |