Kajaki zniszczą wąski odcinek Bystrzycy pod Lublinem! Zniknie ostoja pstrąga, lipienia i minoga strumieniowego! - alarmują wędkarze. Urzędnicy zapewniają, że rybom łuska z grzbietu nie spadnie z winy kajakarzy.
Tej wiosny Bystrzyca ma zacząć się zmieniać w atrakcyjny szlak kajakowy. M.in. dzięki staraniom "Gazety" udało się uruchomić taki spływ na lubelskim odcinku rzeki, potem MOSiR umieścił w swojej ofercie również spływ po Bystrzycy od Prawiednik do Zalewu Zemborzyckiego.
Zachęcony przykładem powiat lubelski zaproponował gminom i powiatom, przez które Bystrzyca przepływa, by wspólnie wypromować trasę kajakową przez Bystrzycę aż do jej ujścia do Wieprza. Idei można by tylko przyklasnąć, gdyby nie pojawiły się kontrowersje z coraz głośniejszym protestem lubelskiego okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego.
Chodzi o górny odcinek rzeki między Strzyżewicami a Prawiednikami na południe od Lublina. Wędkarze skupieni w Polskim Związku Wędkarskim uważają, że kajaki w tej części rzeki będą śmiertelnie zagrażać pstrągom, lipieniom i minogom strumieniowym, które akurat tam mają swoje tarliska. Poza tym koryto rzeki jest w tym miejscu dosyć wąskie i wędkarze twierdzą, że kajakom będzie za ciasno, a w dodatku spływy na pewno nie wyjdą rybom na zdrowie.
"Wytyczenie szlaku wodnego dla turystyki kajakowej na rzece takiej jak Bystrzyca, zwłaszcza w jej górnym biegu, odbije się negatywnie na turystyce wędkarskiej związanej z tą rzeką. Pociągnie to za sobą zmniejszenie znaczenia wędkarskiego tej rzeki" - napisał Zbigniew Sadowski, prezes okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Lublinie do Pawła Pikuli, starosty lubelskiego w petycji domagającej się wstrzymania prac nad kajakowym projektem.
Petycja pojawiła się w internecie, gdzie można ją komentować, a także podpisać się pod nią. Pismo opublikowano 23 stycznia, do tej pory znalazło się pod nim ponad 780 podpisów.
Ale kierujące projektem starostwo rezygnować z niego nie zamierza, tym bardziej, że dostało na jego realizację ok. 700 tys. złotych z unijnej kasy.
- Na tym odcinku Bystrzycy rzeka z pewnością nie jest dla kajaków za wąska. Poza tym nie spodziewam się, aby ruch na rzece nagle się spotęgował tak, że kajakarze i wędkarze zaczną sobie przeszkadzać. Interesy jednych i drugich z pewnością da się pogodzić - uważa Paweł Pikula.
Wędkarze zarzucają też starostwu, że zostali pominięci w czasie przygotowywania projektu, a powinni być stroną sprawy. Co roku z pieniędzy Polskiego Związku Wędkarskiego idzie bowiem ok. 25 tys. złotych na zarybianie rzek Bystrzycy.
- Byli informowani w trakcie procedury wydawania pozwolenia wodno-prawnego - odpiera zarzut Pikula. Zapowiada, że 1 marca starostwo zacznie realizację projektu wartego milion złotych.
Dla "Gazety"
Prof. Ryszard Kornijów, kierownik katedry hydrobiologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie
- Rzeczywiście Bystrzyca jest na tym odcinku wąska i płytka. Ale gdy ryby odbywają tarło, a znakomita większość ryb rzecznych odbywa je wczesną wiosną, to kajaki nie pływają. Trudno dziwić się wędkarzom, że protestują przeciw zwiększeniu liczby kajaków na rzece, ale można pogodzić jedno z drugim. Myślę, że można by na przykład czasowo ograniczyć częstotliwość spływów kajakowych.
Marcin Bielesz
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin
« powrót
Powiązane wiadomości: